Postać na ścieżce w lesieStoję na początku starej/nowej ścieżki.

 

Jak to było?

Siedzę nad czystą kartką, w głowie kotłuje się tysiąc myśli, a ja zastanawiam się jak je ubrać w słowa. Bo chociaż słowo pisane to moja ulubiona forma komunikacji, to dziś sama nie wiem jak ponazywać to, co chcę wyrazić.

No bo jak w kilku zdaniach opowiedzieć to, co się wydarzyło przez ostatnie lata? Dlaczego tak nagle zniknęłam, a teraz znów się pojawiam? Jaki mam cel? Co chcę osiągnąć? Dlaczego wchodzę po raz drugi do tej samej rzeki, choć powiedzenie przed tym przestrzega?

Zadaję sobie te pytania nie po to, żeby się tłumaczyć. Nie po to, bo coś ugrać, czy się wybielić.

Zadaję sobie te pytania, przede wszystkim po to, by sama przed sobą przyznać się do tego, co czuję. By zamknąć pewien cykl. By oddzielić grubą kreską poprzednie lata. Nie napiszę, że nie chcę do nich wracać, bo od przeszłości nie da się uwolnić. Nawet nie o to chodzi. To, czego doświadczamy nas kształtuje, więc po co przed tym uciekać?

Zadaję sobie te pytania, choć na wszystkie odpowiedzi nie znam.

Zniknęłam z tej przestrzeni na około 3 lata. Zaczęłam tworzyć inną, w innym języku. Myślałam, że nowy początek i zapał jaki wtedy miałam, będą mnie pchać do przodu. Ale poległam już na starcie. Poległam, bo tak naprawdę nigdy nie rozwiązałam zasadniczego problemu: lęku przed porażką.

Podróże i pisanie o nich i otaczającym mnie świecie, zawsze były dla mnie czymś ważnym. Czymś na tyle ważnym, że niemal świętym. Bałam się, że przez swoje niekompetencje spapram swoje marzenia. I ten lęk powodował, że te marzenia paprałam.

Nadawałam im ogromną rangę, przypinałam łatki, chciałam być perfekcyjna, a w efekcie nic nie robiłam. Tzn. robiłam, nawet sporo, bo wizje i plany były ogromne, tylko że schowane w szufladkach mojego umysłu, z naklejką „kiedyś”. Kiedyś, bo teraz nie czuję się wystarczająca, nie mam miliona dyplomów, szerokiej wiedzy i doświadczenia. Kolegom i koleżankom z branży nie dorastam do pięt, choć z niektórymi zaczynaliśmy w podobnym czasie.

Ciężar jaki sama sobie nakładałam, po prostu mnie przerastał. Ten tug-of-war trwał I trwał.

Wnioski

Dopiero ostatni rok, który poświęciłam samej sobie, tak na prawie 100%, sprawił, że wiele zrozumiałam. Wciąż jeszcze nie wiem wielu rzeczy, ale jestem o krok dalej. Lepiej rozumiem siebie i swój wewnętrzny świat. Lepiej rozumiem to, jak to, czego doświadczyłam kiedyś, wciąż ma na mnie wpływ. Z większą łatwością zauważam schematy i umiem dotrzeć do ich źródła i tam je uleczyć.

Zrozumiałam też, że w życiu nie chodzi o to, by być perfekcyjną, idealną, jak z obrazka, czy też kopią kogoś innego. W życiu chodzi o to, by być sobą – najbardziej autentyczną wersją siebie. Być sobą i czerpać radość z każdej chwili istnienia. Być obecną w tu i teraz. Nie w przeszłości, czy przyszłości. Nie w swojej głowie. Ale w tutaj, w swoim ciele – gdzie dzieje się życie. I tego życia doświadczać i smakować wszystkimi zmysłami. Może czasem upadnę i się poocieram, może będzie bolało, będę się czuła przeciążona i przytłoczona. Ale wolę takie życie, niż poczekalnia, w której żyłam do tej pory.

Wiem jak to wszystko brzmi. Jeśli twardo stąpasz po ziemi i/lub pragmatycznie podchodzisz do życia, pewnie sobie pomyślisz, że oszalałam. I być może masz rację.

Ale nie ma to dla mnie znaczenia. Taka po prostu jestem i tym właśnie chcę się dzielić. Chcę dzielić się z Tobą podróżami, otaczającym mnie światem, ale nie tylko od tej praktycznej strony. Z natury jestem myślicielem – w sensie, że dużo rozmyślam. I jeśli tą część siebie miałabym schować, to ten blog i cała praca wokół niego, nie miałyby sensu.

Bo to jestem ja: czasem na wskroś praktyczna, zorganizowana i działająca strategicznie. A czasem siedzę w bezruchu i kontempluję świat wszystkimi zmysłami. Później te doświadczenia i przemyślenia przelewam na papier. Lubię konkretne działania i kiedy widzę namacalne efekty swojej pracy. Ale lubię też wdychać zapach lasu, stąpać boso po trawie, podziwiać ośnieżone szczyty gór, czy nurkować głęboko w swoje własne wnętrze, w swój świat duchowy.

Nie zamierzam prawić Ci morałów, mówić co lepsze lub co gorsze. Wprost przeciwnie. Uważam, że każdy z nas jest najlepszym autorytetem w swoim własnym życiu. Nic mi do tego jak żyją inni, a innym nic do tego, jak żyję ja. Póki wzajemnie się nie krzywdzimy, przestrzeń jaką wspólnie budujemy, zależy tylko i wyłącznie od nas.

Czego możesz oczekiwać i co nowego tutaj znajdziesz w 2022 roku (i dalej)?

Pragnę by ta przestrzeń, którą chcę budować z Tobą tutaj, była bezpieczną przestrzenią. By była miejscem, gdzie każda może wyrazić siebie i poczuć się zauważoną i rozumianą.

Dlatego będę poruszała nie tylko tematy stricte podróżnicze. Bo podróże to nie tylko odwiedzane miejsca. Podróże to również, a może przede wszystkim ludzie, ich kultury, zwyczaje, ich bolączki. Podróże to również przyroda, jej piękno, siła i majestat. Ale również to, co jej nie służy.

Zatem nie będzie to typowy blog podróżniczy, gdzie będą tylko i wyłącznie praktyczne porady. Te też będą, ale to nie wszystko. Chcę tutaj pisać o wszystkim, co wiąże się ze światem. I może to strzał w kolano od strony marketingowej, ale inaczej nie umiem. Nie potrafię pisać czysto sucho, faktami i danymi. Czuję, że w tym brakowałoby życia, to nie byłabym ja.

Oczywiście nie dam rady pisać o całym świecie i jego problemach – życia by mi brakło. Chcę jednak pisać o miejscach, w które trafiam. Chcę je opisywać nie tylko od tej praktycznej strony: ile km miała trasa, ile casu mi zajęła, czy ile mnie kosztowała. Chcę w te dane tchnąć życie. Chcę Ci powiedzieć, że np. idąc the Cotswold Way przeszłam trasę z Chipping Campden do Winchcomb, po drodze zatrzymując się w Stanton, szłam 2 dni i za nocleg zapłaciłam £ 90 wraz ze śniadaniem. Ale chcę Ci powiedzieć również, że po drodze spotkałam starszą Panią, która nocowała na dziko, a która w rozmowie wyznała mi, że mimo 70-ciu kilku lat, ma swoich planach jeszcze kilka pieszych tras, również za granicą. Że podróżuje bardzo lekko, że poleciła mi stronę gdzie kupię lekki i dobrej jakości sprzęt. Że trasa wiodła przez pastwiska, więc musiałam mieć na uwadze to, że spotkam się ze stadami krów, a jedno z nich stało centralnie przy bramce, na ścieżce i miałam okropnego pietra. Że były momenty, kiedy z radością kontemplowałam piękno wiejskich ścieżek, ale też chwila, kiedy siadłam przy drodze, w szczerym polu i nie miałam ochoty iść dalej. Kumasz? Pisanie o podróżach i świecie, to nie tylko porady praktyczne, ale również emocje jakie się z nimi wiążą. To wszystko, co przeżywam, czego dotykam, co zauważam, kiedy jestem w trasie.

Dla porządku chcę byś wiedziała, że kocham przyrodę i to na jej łonie najlepiej odpoczywam. Moją ulubioną formą podróży są wycieczki piesze. Czy to po trasach podmiejskich, leśnych, czy w górach – na piechotę, wśród przyrody, lubię najbardziej. W ostatnim sezonie polubiłam się również z rowerem. Wybrałam się nawet na bikepacking. Tzn. wycieczka rowerowa ze spaniem na dziko pod namiotem – mega oczyszczające i uwalniające doświadczenie. Szczególnie to, co działo się przed, bo ostatecznie na dziko spałam tylko jedną noc, trzy w hostelu.

Lubię też chłonąc atmosferę małych miasteczek, zaglądać w miejsca z ciekawą historią. Lubię energię klimatycznych knajpek. I choć najlepiej odpoczywam w swoim własnym towarzystwie, to lubię również poznawać innych ludzi i ich światy. Lubię długie i wciągające rozmowy, muzykę powodującą gęsią skórkę, smaki które delikatnie lub nie, pobudzają moje kubki smakowe i ten stan, kiedy mogę do głębi być w tu i teraz, z innymi ludźmi i doświadczać życia.

Jeśli jesteś w temacie, to zapewne wiesz, że wiele z tych rzeczy wynika z głębi przetwarzania zmysłowego, inaczej wysokiej wrażliwości. Piszę to jednak nie po to, by się wywyższać, czy pokazać, że jestem lepsza, bo obdarowana. Osób z tą cechą jest sporo. Właściwie to ok 20% całej społeczności. Nie zawsze jest z tym lekko, czasem wręcz odwrotnie – jak przekleństwo.

 
Prawda jest też taka, że każdy z nas ma coś unikatowego. Każdy z nas, jest na swój sposób wyjątkowy. Są tacy, którzy twierdzą, że osoba z dokładnie takim samym zestawem cech i talentów pojawia się na tym świecie tylko raz na dwadzieścia sześć tysięcy lat – wow!

Dlaczego jednak postanowiłam wskrzesić blog, a nie założyć nowy?

Częściowo z pragmatyzmu. Ten blog i ta domena istnieją już 11 lat. To plus dla pozycjonowania. Mam tutaj kilka tekstów, które pomimo braku działalności przez 3 lata, nadal generowały ruch. Poza tym, wiele czasu i pracy poświęciłam kiedyś na to miejsce i szkoda by było je rzucać, by zaczynać całkiem od nowa. Moje zainteresowania, czyli podróże się nie zmieniły, więc tematyka pozostaje ta sama.

To w jaki sposób chcę pisać o podróżach, zatoczyło koło. Początkowo opowiadałam o doświadczeniach, później dodałam element praktyczny, później nieco się namieszało, aż w końcu się poddałam.

Poddałam się, bo chciałam iść za tym, co mówią i robią inni. Bo stale się porównywałam. I choć bardzo cenię opinie ekspertów, to w kwestii swojego życia i swojej działalności sama dla siebie jestem autorytetem. Tzn. chcę podejmować decyzje zgodne ze mną i z tym co sama uważam za słuszne. Nawet jeśli będę w mniejszości. Nie zamierzam budować obozów za i przeciw. Jestem zwykle gdzieś pomiędzy, szukam wspólnego mianownika. Na koniec dnia i tak wszyscy chcemy tego samego – kochać i być kochane.  Ale nie ma miłości bez wolności, bez autentyczności.

Dlatego wracam na stare wody. Wracam do podążania za swoimi marzeniami, z nadzieją, że po drodze spotkam inne, podobne do mnie kobiety. Że chociaż jakąś część tej trasy zwanej życiem, będzie nam dane przejść razem. Nie czuj się jednak zobowiązana. Tak jak powyżej – wolność. Wsiadasz i wysiadasz kiedy chcesz i gdzie chcesz. Jeśli jednak zdecydujesz się mi towarzyszyć, to będę zaszczycona.  

Dlaczego piszę w żeńskim akcencie zapytasz? Powodów jest kilka. Po pierwsze język polski jest dość specyficznym językiem, w którym określamy płeć poprzez końcówkę czasownika – tego nie zmienię. Dla spójności chciałam przyjąć jedną formę. Nie oznacza to jednak, że osoby o innych płciach/nie identyfikujące się z żadną, nie są mile widziane. Oczywiście, że są! Jeśli tylko nie przeszkadza Ci ta forma komunikacji i rezonujesz z moimi treściami, zawsze jesteś mile widzny/a – bez względu na to, z jaką płcią/lub nie, się utożsamiasz.

Kolejny powód jest taki, że jestem kobietą i podejrzewam, że przez sam ten fakt, moimi głównymi odbiorczyniami będą kobiety. A to wiąże się znów z tym, że w sieci nie ma jeszcze zbyt wielu miejsc poświęconych kobietom, czy pisane z kobiecego punktu widzenia. Oczywiście jest pełno blogów rodzicielskich, kulinarnych, dużo kobiet się wypowiada otwarcie, ale to wciąż kropla w morzu, by za swoją pracę być docenioną tak samo jak mężczyźni. Niestety, nierówność płciowa wciąż dobrze się ma i przykładów nie trzeba szukać daleko. Chociażby sam fakt tego, że tłumaczę dlaczego piszę tak, a nie inaczej. Bo przecież przyjęło się, że nawet jeśli czasowniki są w końcówce męskiej, to odnoszą się zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet. A ja nie chcę żeby tak było. Dlaczego nie mogłoby być na odwrót? Dlaczego patriarchat wciska się nam nawet w takiej formie?

Pewnie zauważyłaś już, że zadaję wiele pytań i nie zawsze na nie odpowiadam. To celowe. To najczęściej pytania, na które sama nie znam odpowiedzi, ale uważam za wystarczająco ważne, by je zadawać innym. By zachęcić do przemyśleń. Tak robię nie tylko w sieci, ale i w życiu prywatnym. Pytam i poddaję w wątpliwość nawet swoje własne przekonania. Podążam za tym, co jest dla mnie ważne, za tym co dla mnie prawdziwe. Jednocześnie zdając sobie sprawę, że choć Prawda jest tylko jedna, to równocześnie każdy z nas może mieć swoją własną. I nie jest ona ani lepsza, ani gorsza, jest po prostu inna. I z tą innością lubię się oswajać. Inna, nie znaczy dziwna, nie znaczy mniej ważna. Inna, to po prostu inna, choć w gruncie rzeczy taka sama.

Jest we mnie jeszcze wiele, nie wypowiedzianych tematów, pytań które chcę zadać, podróży które chcę opisać. Dlatego wracam. Wracam do siebie, do swego starego, ale odświeżonego domu, do mojego świata. Jeśli chcesz mi towarzyszyć, zapraszam – jesteś zawsze mile widziana. Panuje tutaj tylko jedna zasada: wzajemny szacunek. Jeśli czujesz podobnie jak ja, to być może więcej czasu spędzimy razem.

Jeśli jednak z jakiegoś powodu ta zasada nie jest Ci bliska, to pamiętaj o jednej bardzo ważnej rzeczy – jeśli tylko w jakikolwiek sposób ubliżysz mnie lub komukolwiek z mojej społeczności, nie pozostanę obojętna.

Jestem gotowa! A Ty?

Poprzedni artykułWielka Korona Beskidów – podstawowe informacje
Cześć Podróżniczko! Mam na imię Brygida, czyli Bridget. Z wykształcenia jestem specjalistą turystyki międzynarodowej i pilotem wycieczek z duszą antropologa. Kocham wszystko co regionalne, lokalne, co powstaje i dzieje się w Małych Ojczyznach, nie tylko tych polskich. Przez kilka lat mieszkałam i pracowałam w Wielkiej Brytanii, ale to nie moja bajka. Dlatego wróciłam do Polski - do domu. Nie zamierzam jednak grzecznie siedzieć na doopsku. Chcę Cię porwać w świat! Opowiem Ci o miejscach, ludziach, kulturach, wydarzeniach, o tym czego doświadczyłam i jakie emocje mi towarzyszyły. Ale nie tylko! Powiem Ci dokładnie jak zorganizować podobną podróż i dam konkretne narzędzia, które sprawią, że samodzielna organizacja będzie łatwiejsza. To jak, jedziesz ze mną? Więcej tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj