Ach ten Paryż, Francja                          

Wracam pamięcią do wspomnień jednego z naszych wyjazdów. Był to wyjazd, który spełnił moje dwa marzenia. I znów jedno, które nie dawało mi spokoju o ładnych kilku lat i drugie, które aż tak bardzo nie nęciło, ale spełnienie go obudziło we mnie pokłady szczęścia.

Pierwsze z nich to obecność na największych targach w branży turystycznej – ITB Berlin, ale o tym innym razem 😉

Dziś o tym drugim, maluczkim marzeniu – wizycie w stolicy Francji – Paryżu.

Kiedy byłam dzieckiem, na dobranoc czasem oglądałam bajkę o przygodach Madeline i jej koleżanek z domu dziecka. Sceneria zwykle była deszczowa i z tym właśnie Paryż zawsze mi się kojarzył. Jak to u mnie zwykle bywa, wystarczy jedna chwila, jeden moment i chęć odwiedzenia danego miejsca zostaje ze mną na długo. Nie inaczej było i w tym wypadku.

Później pojawiła się jeszcze fascynacja językiem francuskim, obudzona przez jedną ze znanych piosenkarek francuskich tamtego okresu, Édith Piaf. Kiedy słuchałam jej kaset, myślami przenosiłam się do eleganckiej Francji. Wyobrażałam sobie, że spaceruję ulicami Paryża i rozmawiam z napotkanymi ludźmi. Musiało jednak sporo wody w rzece upłynąć, nim dziecięce fantazje stały się rzeczywistością. Najważniejsze jednak, że tak się stało 😉

Wizyta we Francji była częścią naszego dwutygodniowego wypadu po Europie, a dokładniej Gloucester-Frankfurt-Berlin-Paryż-Grenoble-Birmingham-Gloucester. Ah co to był za wypad 😉 przysporzył mi wiele stresu, ale też i równie wiele, jeśli nie więcej, nauczył.

Wróćmy jednak do Francji – Elegancji.

Przed samym wyjazdem, nastraszona nieprzychylnością Francuzów do anglojęzycznych turystów, ale też z chęci poznania, próbowałam się nauczyć kilku słów po francusku. Pamiętam, że jeszcze w drodze do Paryża, podczas lotu studiowałam rozmówki anglo-francuskie, pożyczone od mojego ówczesnego managera. Dzięki Barry 😉 Mimo, że nauka nie szła mi najlepiej, to stwierdziłam jednak, że się nie poddam, a w razie problemów będę się próbowała dogadać w inny sposób.

Francja jednak nas pozytywnie zaskoczyła. Tak jak z panem w kasie biletowej na lotnisku, czy to z obsługa hostelu, jak i naszym kierowcą, który zatrzymał się żeby nas podwieźć do Grenoble, ze spokojem  mogliśmy rozmawiać po angielsku.

Zatem, jak to było…

Po kilku godzinach lotu z Berlina, wylądowaliśmy w Paryżu na lotnisku Orly. Z bijącym sercem i lekkimi obawami wysiedliśmy z samolotu. Pytanie co dalej, jak tu się odnaleźć, gdzie iść, w którą stronę do Gare du Nord? Pytań było wiele, na pomoc przyszła nam wspomniana wcześniej obsługa lotniska i naturalne rozpoznanie w terenie mojej drugiej połówki. Później pozostało nam rozszyfrowanie jak działa paryskie metro. Tu nie zawiódł nas z kolei mój pilocki instynkt. Po kilku minutach oględzin już wszystko było jasne. Wsiadamy do odpowiedniego pociągu i czas na mały relaks, bo podróż będzie trwała niemal godzinę. Czas na relaks był tylko w teorii, bo w moje głowie już rozgrywał się plan na kolejne godziny. No i oczywiście nieustanne zastanawianie się czy trafimy w odpowiednie miejsce.

Dojeżdżamy na miejsce, wysiadamy na dworcu i udajemy się w poszukiwaniu naszego hostelu. Po krótkim spacerze docieramy na miejsce i możemy odetchnąć z ulgą. Na miejscu przywitała nas sympatyczna obsługa. Jak się później okazało, pobyt zarezerwowaliśmy w sieci hosteli stworzonej przez angielskich backpackerów. Czyli prawie jak w domu 😉 Atmosfera hotelu była luźna i przyjemne. Jako, że pojawiliśmy się jeszcze przed godziną meldowania, szybko odnaleźliśmy schowki na bagaż i już lżejsi o kilka kilogramów, ruszyliśmy na spotkanie z Paryżem.

Swoje kroki skierowaliśmy w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia, czegoś co równocześnie nie zrujnuje naszego budżetu. Po krótkim czasie znaleźliśmy przytulną knajpkę i zasiedliśmy do wczesnego obiadu. Czekając na podanie przysmaków, obserwowaliśmy toczące się obok nas codzienne życie paryżan.

Tam ktoś się spieszy, tutaj spotyka ze znajomym, a tam je obiad z koleżanką. Pan za ladą toczy spokojne rozmowy ze stałymi klientami, a panie w stoliku obok plotkują w najlepsze. Zjadam ostatni kawałek ryby i już czuję, że wracam do świata żywych.

c.d.n.

Bridget Travel Newsletter

 

4 KOMENTARZE

    • Paryż jest świetny! Ohh ta Madeline widzę, że nie tylko mnie zapadła w pamięć 😉
      Zapraszam na drugą część opowieści z Paryża, która pojawi się już całkiem niedługo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here