Schody na wzgórze z Katedrą Najświętszego Serca Pana Jezusa, Paryż, Francja

Paryż potrafi zachwycić i oczarować, oj tak! Mówiąc szczerze poczułam z nim pewną więź. Okazał się być mi bliższym niż Gloucester, w którym mieszkam od lat. Nie wiem w sumie dlaczego. Może różnice nie są aż tak diametralne jak na angielskiej ziemi? Może fakt, że stamtąd bliżej do ukochanej Polski? Nie wiem i pewno prędko się nie dowiem.

Wiem jednak to, że Paryż ma w sobie „to coś”. „Coś ” co przyciąga jak magnes, pragnie by go poznać bliżej, odkrywać, zachwycić się nim, podziwiać i znów powrócić na dłuższą chwilę, a może zostać na dłużej.

To coś sprawiło, że znów zapragnęłam się uczyć języka francuskiego i zajął on na mojej „bucket list” miejsce języka niemieckiego, który chciałam sobie przypomnieć. Przez pewien czas rozważałam nawet opcję przeprowadzki do Paryża. Jestem pewna, że jeszcze tam wrócę nie raz 😉

Wróćmy jednak do tego co właściwie się wydarzyło w Paryżu 🙂

Zakupy w lokalnym sklepie

Po tym jak odzyskaliśmy siły udaliśmy się na spacer i małe zakupy by uzupełnić braki po ponad tygodniowej tułaczce w Niemczech.

Kiedy jestem w nowym miejscu, bardzo lubię pójść do lokalnego sklepu, nie koniecznie sieciówki lub też do lokalnej knajpki, po to, by podejrzeć mieszkańców 😉

Nie inaczej było i tym razem. Moim głównym punktem programu zwykle jest obserwowanie zachowań klientów oraz obsługi, a także to jakim asortymentem dysponują. „Zaglądając” innym do koszyka można wiele wywnioskować. Na przykład to czy ktoś woli gotowe produkty, czy raczej sam gotować. Czy też preferuje tańsze zamienniki lub raczej markowe rzeczy. Krótko mówiąc jaki styl życia prowadzą tubylcy. Muszę dodać, że bardzo jestem uczulona na sposób obsługi klienta. To chyba moje zboczenie zawodowe 😉 W sklepiku jednak nie spędziliśmy na tyle czasu, by moje badania „socjologiczne” można było przełożyć na społeczeństwo.

Zakwaterowanie w hostelu

Udaliśmy się z powrotem do hostelu. Tam znów powitała nas wyluzowana obsługa. Nadszedł czas meldowania. Dostajemy pokój na szóstym piętrze. Myślę sobie ok, ja padam z nóg, zatem wskakuję do windy. Mój Towarzysz idzie jednak w zaparte i wybiera schody. Niech będzie, jak kto woli. Wjeżdżam na wskazane piętro i próbuję zidentyfikować którędy do pokoju.

Idę za wskazówkami, otwieram kolejne drzwi i od razu zamykam. – Chyba sobie jaja robią! – pomyślałam. -Musi być jakiś inny sposób na dostanie się do przypisanego nam pokoju. – Na ten moment nie byłam jednak w stanie innej trasy zidentyfikować. Wzięłam więc głęboki oddech, starłam pot z czoła i trzymając się ściany przeszłam balkonem wymagany dystans. Serce waliło mi jak oszalałe, ręce się pociły, a ja próbowałam sobie wmówić, że to nic strasznego, że to tylko szóste piętro. Prawie udało mi się ogarnąć mój lęk wysokości. Moment, w którym zamarłam na klika sekund, był moment, w którym zdałam sobie sprawę, że za tym balkonem patrząc w dół był tylko szklany dach baru znajdującego się na parterze.

Żebyście widzieli moją minę kiedy okazało się, że drzwi do pokoju są wprost z tego balkonu. Kilka minut w pokoju, z którego również z innych powodów nie byliśmy zadowoleni, wystarczyły by podjąć decyzję, że zmieniamy pokój. I znów ta sama trasa na recepcję z zapytaniem o możliwość zamiany. Jest, udało się! Mamy pokój na czwartym piętrze bez konieczności spacerowania po balkonie zamiast korytarza. Wymagało to co prawda niewielkiej dopłaty, ale było warto.

Piesza wycieczka i paryski Taj Mahal

Kiedy już się trochę ogarnęliśmy, wyruszyliśmy na kolejne spotkanie z Paryżem. Tym razem jako cel naszego spaceru wybraliśmy sobie wzgórze z Katedrą Najświętszego Serca Jezusowego. Mimo, że pogoda nam zbytnio nie dopisała, to jednak widok Paryża leniwie osnutego chmurami był niesamowity. Jeszcze piękniej na tle pochmurnego nieba malowała się szaro-biała Katedra. Wyglądała niemal jak rysowana ołówkiem. Z dystansu przypominała mi nieco indyjski Taj Mahal. Zgodzisz się ze mną?

Widok na Paryż ze wzgórza z Katedry Najświętszego Serca Pana Jezusa, Francja

Katedra Najświętszego Serca Pana Jezusa jakby ołówkiem rysowana, Paryż, Francja

Katedra Najświętszego Serca Pana Jezusa, Paryż, Francja

Wnętrze było jeszcze piękniejsze. Piękno Kościoła i podniosłość chwili psuli nieco drobni sprzedawcy bibelotów, którzy co rusz namawiali do zakupów. Znalazły się również osoby, które w inny sposób próbowały uszczknąć sobie z naszej kieszeni lub próbując zdobyć informacje na „szczytny cel”. Może i faktycznie byli autentyczni, ale czy w takim razie próbowaliby zdobyć pieniądze i sensitive data od obcokrajowców, którzy nawet słowa po francusku nie znają? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.

Spotkanie Couchsurfing

Po dniu pełnym wrażeń, emocji i konfrontacji z inną rzeczywistością udaliśmy się do hostelu by nieco odpocząć. Tak się złożyło, że właśnie tego wieczoru odbywało się tam paryskie spotkanie Couchsurfing, na który z radością, ale i lekkimi obawami się wybrałam. Czułam się troszkę nieswojo. Poznałam jednak kilka ciekawych osób, które tak jak ja lubią podróże.

Zdecydowanie gwiazdą tego wieczoru był pan Stasio 😉 Polak mieszkający w Paryżu od bardzo wielu lat, który myślał, że nadal jest piękny i młody i to, że wszystkie single panie będą do niego lgnąć 😉 Nie był nachalnym chamem, ale raczej śmiesznym starszym panem w dziwnym, szpiczastym kapeluszu, który wciąż miał młodą duszę i chciał się bawić jak za dawnych lat.

Zmęczenie dnia chyba dawało się we znaki, bo nie mogłam się zaaklimatyzować, zatem po jednym drinku, postanowiłam się udać w objęcia Morfeusza ze świadomością, że dzień następny miał przynieść jeszcze więcej wrażeń.

Bridget Travel Newsletter

Zapisz

Zapisz

Zapisz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here